piątek, 25 lipca 2014

[RECENZJA] PIERRE RENE CAMOUFLAGE COVER CREAM NR01 IVORY

Hejka :) Na pierwszy ogień dzisiaj pragnę Wam przedstawić moją opinię o kamuflażu marki Pierre Rene.
Porównam go z moim ukochanym kamuflażem marki Catrice, żebyście miały jakieś odniesienie ;)

Jesteście ciekawe czy go polubiłam?
Czytajcie dalej!


Pojemność 4g
Cena 16,99zł


Info ze strony pierrerene.pl:




Kosmetyk został zapakowany w bardzo solidne, plastikowe opakowanie, które jednak łatwo się nie otwiera. Osoby z dłuższymi paznokciami mogą mieć spory problem!



Kolor, który wybrałam to na pewno nie ivory. Nie jest jasny, oj nie! Ma w sobie zdecydowanie pomarańczowe tony ale kupiłam go z myślą o stosowaniu pod oczy. Niestety! W tej roli się absolutnie nie sprawdza, gdyż waży się i potwornie wysusza skórę pod oczami. Na twarzy spisuje się świetnie, co zaraz same zobaczycie, jednak pod oczy odradzam! 
Kamuflaż jest genialnie kremowy, świetnie napigmentowany a jego trwałość zachwyca (oczywiście, kiedy jest przypudrowany).


Jak widzicie na foto powyżej kolor jasny nie jest i żeby było zabawniej utlenia się :D



A tutaj macie już porównanie! Od lewej Pierre Rene nr 01 ivory, Catrice Cream Camouflage nr 020 i Catrice CC nr 030. 
Pierre Rene jest zdecydowanie najbardziej z nich pomarańczowy!


A tutaj już efekt na skórze :) Kamuflaż wszystko pięknie przykrył, bardzo ładnie wygląda i lepiej wytrzymuje u mnie w skrzydełkach nosa, niż Catrice. Jednak jego kolor przebija przez delikatne podkłady i puder transparentny! Jestem zawiedziona, że nie sprawdził się pod oczami a na twarzy z kolei ten kolor niezbyt mi teraz pasuje. Póki co leży i czeka na lepszą przyszłość.
Szkoda, że marka Pierre Rene zaserwowała tylko 2 kolory i to dosyć ciemne! Gama odcieni jest bardzo mała i nie ma za bardzo z czego wybierać a szkoda bo powinna być różnorodność kolorystyczna :)



Recenzję znajdziecie na




Znacie ten kamuflaż? Lubicie?





czwartek, 24 lipca 2014

[FILMIK] HAUL - Biżuteria i kosmetyki

Dzisiejsze kicanie w internecie kończę filmikiem z zakupami :) Nie znalazł się w nim róż YSL ale jest post z nim, więc nic Was nie ominie ;)

Zapraszam do oglądania!




Wszystkie informacje znajdziecie w downbarze pod filmikiem :)

Dzięki za oglądanie i subki :*

[RECENZJA] CATRICE PRIME ANF FINE ANTI-RED BASE

Ostatni post pisany na dziś ;) Przed Wami już tylko filmik zostanie :D
Tym razem, żeby nie było tak słodko i lukierkowo będzie o kosmetycznym niewypale, który tak mnie złości, że najchętniej rzuciłabym go na glebę i skakała po nim.
Dlaczego?
Czytajcie dalej!

Pojemność 30ml
Cena 18,99zł





Skład:


A teraz przejdźmy do konkretów.



Kosmetyk został zapakowany w zieloną tubkę, która niestety nie ma dzióbka. Wygląda ok i samo wykonanie opakowania no ale nie ono jest najważniejsze!



Kolor bazy jest perfekcyjnie dobrany do neutralizowania zaczerwienień!
Pigment jest super - nie za mocny, nie za słaby, w sam raz. Sam kolor pięknie wygląda nałożony na skórę dotkniętą problemem, świetnie się z kosmetykiem pracuje, dobrze się trzyma nałożony na skórę i przypudrowany, jednak...
Potwornie wkurzające są w nim drobiny!!!! Co za inteligent wpadł na to, żeby do takiej bazy dodać srebrny brokat!!! Nie dość, że ta baza świeci się na twarzy to jeszcze ten brokat po prostu drapie po gębie. Nie można było użyć tutaj mici?! Zupełnie nie rozumiem po co dodano te brokatowe drobiny... Na foto powyżej pomyślicie pewnie - czego ja się czepiam? Prawdziwy horror zaczyna się jednak po nałożeniu korektora, fluidu i pudru...



Od góry: naga skóra, z bazą, z korektorem i pudrem.

Widzicie na samym dole te przebijające się drobiny?! Efekt jest tak widoczny i koszmarny, jakbym się objadła srebrnego brokatu i by mi przy nosie został hahahaha :D Tutaj na foto wygląda to jeszcze w miarę, jednak na żywo - wierzcie mi - wygląda całość fatalnie!
Używanie bazy w kombinacji z Meteorytami Guerlaina na nic się zdaje, gdyż brokat ten tak błyszczy (jak to brokat), że przebija i zabija kulki!! Tak koszmarnego produktu dawno nie miałam i żałuję jego zakupu!!
Gdyby nie te paskudne drobiny, baza była by moim ideałem ze względu na kolor i działanie a tak jest klapa. NIE POLECAM.



Recenzję znajdziecie na 




Macie tę bazę? Lubicie?



[RECENZJA] INGLOT AMC FACE AND BODY ILLUMINATOR NR 63

 Kolejny wpis, tym razem z rozświetlaczem, który kiedyś pokazywałam i wyrobiłam sobie o nim zdanie na tyle, żeby napisać kilka słów ;) Rozświetlacz ten przypomina bardzo Fluid Sheers od Armaniego, które również są na mojej liście zakupowej, jednak z czystej ciekawości sięgnęłam po tańszy odpowiednik, żeby zobaczyć czy taka forma rozświetlacza w ogóle mi podejdzie :)


Pojemność 15ml
Cena 32zł


Skład:


A teraz same konkrety ;)


Kolor, który wybrałam to brzoskwinia z różowym shimmerem. Kosmetyk nie ma grubego brokatu a ultra delikatny shimmer, który całe swoje piękno objawia w świetle sztucznym lub w ostrym słońcu.



Produkt posiada bardzo wygodną, nie zacinającą się pompkę, którą możemy dociskać z siłą jaka nam pasuje! Możemy dozować naprawdę bardzo precyzyjne ilości rozświetlacza :)



Kosmetyk pięknie wygląda nałożony na róż, solo jako rozświetlacz lub połączony z podkładem! Jego odcień jest bardzo subtelny i nie jesteśmy w stanie z tym kolorem wyglądać źle :) 
Tak naprawdę możemy go stosować jak nam się tylko podoba :) Obłędnie wygląda na opalonej skórze, pięknie się prezentuje zmieszany z podkładem oraz na powiekach w roli rozświetlenia kącika czy wklepany opuszką palca na cienie :) Trwałość jest świetna, wydajność obłędna ale jest mały minus.
U mnie nie sprawdza się nakładanie go pędzlem, np. typu skunks! Czemu? Dziwnie zbiera przypudrowaną z podkładem twarz, robią się prześwity do gołej skóry, co bardzo mnie wkurza. Najlepiej wklepać go palcami lub nałożyć na mokry, jeszcze nie przypudrowany fluid (zasada mokre + mokre tutaj się sprawdza).
Nie pojawił się jeszcze w makijażu i mam wątpliwości czy w ogóle zobaczycie go foto gdyż jest naprawdę subtelny. Kiedyś na pewno jakiś makijaż z nim wstawię, więc nie martwcie się ;)



Recenzję znajdziecie także na




A Wy znacie ten kosmetyk? Lubicie?




[RECENZJA] YSL BUSH RADIANCE NR 03

Hejka! Dzisiaj będzie kilka postów a na dobranoc czeka Was krótki filmik z haulem. Niestety zapomniałam w nim pokazać jednego produktu ale właśnie teraz go recenzuję, więc nic Was nie ominie! :)
Róż ten był dawno na mojej liście ale nie zachęcała mnie jego cena ale kiedy ujrzałam go w Sephorze na wyprzedaży to wiedziałam, że go kupię :D

A mowa o tym cudeńku ;)


Cena 179zł
Pojemność 4g


Info ze strony yslbeautyus.com:



Skład:


A teraz już pora na naszego pięknisia ;)



Odcień, w którym zakochałam się kiedyś od pierwszego wejrzenia jest bardzo specyficzny! 
W opakowaniu może przerażać wizją tandety i kiczu jednak na skórze prezentuje się wybornie :)
Zaraz same zobaczycie ;)



Róż zapakowany został w aksamitne ubranko z inicjałami YSL. Wewnątrz znajduje się maleńka kieszonka, w której mieszka pędzelek. Opakowanie z różem jest całe metalowe, solidne i minusem niestety jest łapanie przez niego każdego tłuszczu i brudu.



Pędzelek jest grubości naszych dwóch palców, wykonany został z bardzo miękkiego, syntetycznego włosia. 
Dla mnie jest całkowicie bezużyteczny, gdyż źle mi się nakłada kosmetyk i potrafi zrobić smugi.



CUDO <3
Jestem w tym kolorze absolutnie zakochana :) 



Widzicie tę słodycz? :D

Od lewej jasny kolor z szachownicy, w środku ciemniejszy a na końcu mix 2 kolorów.

Kolor, który wybrałam to przepiękny, cukierkowo - lilakowy odcień o fuksjowym błysku. 
Widzicie jak pięknie wygląda? Na twarzy daje niesamowity efekt odświeżenia, dziewczęcego uroku i odmłodzenia :) Kosmetyk jest średnio napigmentowany, trzyma się na mojej skórze cały dzień, nie robi plam, smug, bardzo dobrze się rozciera ale są 2 minusy! Bardzo pyli a jaśniejszy odcień jest naprawdę miękki i jak się dobrze przyjrzycie to zobaczycie w szachownicy delikatny cień - to wgłębienie a używałam go dopiero 3 razy! Podejrzewam, że jaśniejszy odcień zniknie szybciej i zostanie ciemniejszy :D


A tak prezentuje się w makijażu :)

Więcej fotek TUTAJ



Recenzję znajdziecie również na




A co Wy myślicie o tym różu? Znacie? Podoba się Wam?


wtorek, 22 lipca 2014

[RECENZJA] GOLDEN ROSE CARNIVAL I 3D GLAZE TOP COAT

Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z obszernym postem, w którym pragnę przekazać Wam moją opinię na temat lakierów Golden Rose z serii Carnival i 3D Glaze Top Coat. Od razu zaznaczę, że nie mam wszystkich 2 serii a jedynie lakiery wybrane przeze mnie, które kupiłam sama i które mam już w swoich zbiorach od dłuższego czasu :)
Jesteście ciekawe?

Czytajcie dalej!


Wszystkie informacje pochodzą ze strony sklep.goldenrose.pl


Golden Rose Carnival

Pojemność 11ml
Cena 10,90zł




Golden Rose 3D Glaze Top Coat
Pojemność 10,7ml
Cena 9,90zł



A teraz moja wesoła gromadka :D




No to jedziemy! 
Najpierw pierwszy rząd od dołu i będę iść do góry ;)
Ten rząd i środkowy to głównie lakiery z serii Carnival.



Lakier nr 01 ma śnieżnobiałe drobiny brokatu, które dosyć równomiernie się rozkładają, jednak trochę problematyczne jest nałożenie tych największych kawałków ale na tle innych wypada naprawdę dobrze! Nałożyłam jedną warstwę na paznokieć.

Lakier nr 05 to piękny, zielony brokat z kwadratowymi kawałkami, paseczkami i kółkami. Najgorzej wydobywa się te kółka, gdyż są minimalnie grubsze i sztywniejsze. Brokat jest inny niż w nr 01 - bardziej sztywny i matowy, nie jest błyszczący (mam na myśli głównie te zielone kółeczka). 
Musiałam kilka razy nałożyć i wydłubać kółka, żeby było je widać!

Lakier nr 06 to piękny, słoneczny, lekko połyskujący hexagonalny i okrągły brokat. Bardzo dobrze się nakłada, dosyć równomiernie i nawet te duże kawałki nie sprawiają problemu, dlatego że ich jakość jest taka sama - cienka i śliska jak w nr 01. Nakładanie bez problemu ;) Jedna warstwa na tipsie.



Lakier nr 08 ma w sobie kreseczki, kwadraciki i kółeczka. Nakłada się bardzo równomiernie i nie ma z nim żadnego kłopotu! Jedna warstwa na paznokciu.

Lakier nr 12 to bardzo fikuśny typ. Ma w sobie mikro białe piórka, kwadratowy i okrągły, morski brokat oraz hexagonalne, czerwone kawałki. Bardzo fajna kombinacja, jednak problematyczne są czerwone elementy, które nie zawsze chcą się nabrać na pędzelek. Problem tutaj polega chyba na tym, że czerwonego brokatu jest za mało, przez co trzeba wygrzebywać, żeby uzyskać podobny efekt jak w buteleczce.
Na paznokieć musiałam nałożyć kilka warstw + wygrzebać czerwony brokat, żebyście widziały pełen efekt.



Ok, za nami dolny rząd :)
A teraz środkowy!



Lakier nr 13 to bardzo wakacyjny, powiedziałabym nawet, że grecki ;) Ma w sobie hexagonalne, niebieskie i srebrne drobiny oraz mikro piórka, których jest zdecydowanie mniej od całej reszty. Lakier nakłada się bardzo dobrze, równomiernie i te duże kawałki brokatu nie są tu żadnym problemem! Jedna warstwa na paznokciu.

Lakier nr 14 ma te same kształty co ten w nr 08 tylko żółte. Bardzo dobrze się nakłada, nie trzeba wydłubywać z buteleczki tych dużych kawałków brokatu. Nakłada się równomiernie i tutaj na paznokciu jest jedna warstwa!

Lakier nr 22 ma w sobie białe kwiatki, hexagonalne, brzoskwiniowe, białe i pastelowo-cytrynowe drobinki oraz mikro brzoskwiniowe piórka. Całość wygląda pięknie ale znowu jest problem z nakładaniem kwiatków! Brokat w nich użyty jest zbyt sztywny i twardy,przez co nawet wydłubany i nałożony nie przylega dobrze do paznokcia i zahacza o ubranie! Na tipsa nałożyłam jedną warstwę tego drobnego brokatu a potem wydłubałam kilka razy kwiatki, co wcale łatwe nie było!


Ostatni lakier z tego rzędu to już nowa seria, czyli 3D Glaze Top Coat:)



Lakier nr 04 to flejksy opalizujące od złotego po błękit, w zależności na jaką bazę go nałożymy. Dobrze się nakłada :) Trochę wystaje, jednak nie haczy ubrań. Na tipsie jest jedna warstwa.



Lakier nr 08 to jeden z dwóch lakierów z całej pokazanej gromadki, który nie ma przezroczystej bazy!
Bazę ma w kolorze groszku, w którym zatopiono mikro kółeczka i opalizujące, holograficzne hexagonalne drobiny. Fajna propozycja ale na pewno nie będzie współgrał z każdym lakierem kolorowym, właśnie ze względu na zabarwioną bazę! Na tipsie jedna warstwa.

Lakier nr 09 to ostatni lakier, którego baza ma kolor, tym razem fioletowy! Zatopiono w nim flejksy te same, które widziałyście w lakierze nr 04 i różnica między nimi jest praktycznie nie zauważalna! W tym 09 tych flejksów jest po prostu więcej! Jedna warstwa na paznokciu.

Lakier nr 13 to efekt potłuczonej płyty cd. Bardzo fajnie wygląda w buteleczce, jednak problem się zaczyna przy nakładaniu na paznokieć! Drobin mogło by być więcej, gdyż nakładają się one w małej ilości i trzeba albo grzebać pędzelkiem i dokładać albo użyć gąbeczki (wylać na spodek lakier i zamoczyć gąbkę lub nakładać kilkukrotnie lakier pędzelkiem na gąbkę i potem na paznokieć). 
Na tipsie widzicie 3 warstwy lakieru.


PODSUMOWUJĄC

Lakiery z serii Carnival są świetną propozycją do szybkiego i prostego w wykonaniu mani, które upiększy każdy kremowy kolor! Z nimi nie można wypaść źle, jednak nie wszystkie kolory są równe jakościowo! Mają fajny, szeroki pędzelek, który na pewno ułatwia aplikację.
Żaden z nich nie przedłuża trwałości, gdyż przezroczysta baza użyta do każdego odcienia jest zwykłym lakierem i czas ich wysychania też nie jest zbyt szybki.


Lakiery z serii 3D Glaze Top Coat w moim odczuciu są gorsze, niż te z serii Carnival. Dlaczego? 
Przede wszystkim nie utwardzają paznokcia jak twierdzi producent, nie schną szybko i nie przedłużają trwałości lakieru kolorowego! Nie rozumiem w tym przypadku użycia słów ,,top coat". 
Jeżeli potraktujemy je jako lakiery wykończeniowe, do zdobień - na zasadzie tych Carnival to ok.
 Ja jednak liczyłam na trochę inne produkty i przyznam się, że trochę się na nich zawiodłam, dlatego nie powiększę swojej kolekcji o kolejne kolory :)




A co Wy myślicie o lakierach Carnival i 3D Glaze Top Coat?

poniedziałek, 21 lipca 2014

[RECENZJA] SALLY HANSEN COMPLETE SALON MANICURE, SMOOTH AND STRONG BASE COAT

W tym poście pragnę Wam krótko i zwięźle omówić moją ukochaną bazę pod lakiery marki Sally Hansen.
Dlaczego lubię tę bazę i za co? Jesteście ciekawe?
Czytajcie dalej!


Pojemność 14,7ml
Cena stacjonarnie w sklepach  ok 45 - 50zł
Cena w sklepach internetowych ok 15zł.


Info ze strony sallyhansen.com:


Bazę mam w swoich zbiorach ponad 6 miesięcy, od jakiegoś miesiąca muszę ją co jakiś czas rozcieńczać rozcieńczalnikiem do lakierów (pisałam o nim tutaj, KLIK), dlatego że gęstnieje. 
Nie wpływa to jednak na jej działanie na paznokcie czy lakier kolorowy nałożony na bazę.



Kosmetyk posiada foliowaną, szklaną buteleczkę, więc uważajcie, żeby Wam baza nie upadła na podłogę!
Lakier bazowy zawiera w sobie Biotynę i Spirulinę. Świetnie nawilża paznokcie i bardzo lubię po nią sięgać, kiedy moje paznokcie są zniszczone chemią - farbami olejnymi czy akrylowymi. Pędzelek w tym kosmetyku jest bardzo zwyczajny - długi i cienki, nic specjalnego. Sama baza jest żelowo - płynna na początku, przezroczysta ale ma w sobie miliony mikro drobinek, które pięknie się mienią. Baza bardzo szybko schnie.

Tego kosmetyku nie stosuję nigdy solo, dlatego że przez swoją żelkową konsystencję nie trzyma się dobrze mojej płytki i złazi płatami ale nałożony pod spód pod lakier wytrzymuje bardzo przyzwoicie nawet bez top coatu! U mnie paznokcie z tą bazą wytrzymują 2 dni dłużej, tj. do 8 - 9 dni :)
Jeżeli borykacie się z suchą płytką, na której są mikro zadziorki czy taką, która lubi pękać - sięgnijcie po tę bazę! Ja ją uwielbiam i swoje pierwsze opakowanie mam na wykończeniu ale wiem, że będę kupować.
Dodam na koniec, że ta baza uratowała moje paznokcie po odżywce 8 w 1 marki Eveline, kiedy to moje paznokcie łuszczyły się jak wąż :(


Recenzję znajdziecie też na




Znacie tę bazę? Używałyście?