Ostatnio dodane
recent

[LIFESTYLE] CHCĘ UMRZEĆ SZYBKO I BEZBOLEŚNIE - PLANOWANIE SAMOBÓJSTWA

Witajcie. Macie takie dni, że budzicie się i słońca nie ma, wszystko Was boli, nie jesteście usatysfakcjonowani z Waszego życia? Każdy ma takie momenty, jednak zdarza się często, iż 1 dzień przeradza się w tydzień, miesiąc, rok a nawet długie lata. Najlepszym przykładem jestem JA...
Jeżeli nie chcesz żyć, myślisz o samobójstwie to usiądź i przeczytaj moją historię.




Początki

Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu od sytuacji rodzinnej, która odcisnęła się w mojej duszy nieodwracalnie, zmieniając podejście do ludzi, zwłaszcza do facetów. Nie będę się tutaj szczegółowo rozpisywać kto, co i dlaczego ale pasmo sytuacji, słów, gestów w moją stronę sprawiło, że zamknęłam się w sobie, nic mnie nie cieszyło. Moja Mama sama emocjonalnie cierpiała, nie widziała zbytnio tego, co się wokół niej toczy, jedynie moja Babcia czuła, że coś się ze mną złego dzieje i miała rację! Zaczęło się niewinnie - od ubierania się na czarno bo wszystkie kolory tęczy przestały mi się podobać a jedynie brak koloru mnie zadowalał, wyrażał nicość, która panowała w mojej duszy. Następnym etapem było zadręczanie się za sytuację rodzinną, niepowodzenia w relacjach z rówieśnikami (miałam wtedy 13 - 14 lat), całkowity brak zrozumienia, akceptacji otoczenia.
To wszystko poskutkowało tym, że zapragnęłam wizyty u psychologa ale i ta osoba, zamiast pomóc - pogorszyła mój stan, który wtedy był zalążkiem głębokiej depresji, z którą walczyłam ponad 11 lat.
Z ekstrawertyka, jakim kiedyś byłam, stałam się introwertykiem, skrywającym w sobie cały świat emocji, myśli, doświadczeń i wspomnień...


Następne stadium

Kolejnym etapem, zaraz po całkowitym wyrzuceniu kolorów z mojego życia, zadręczaniu się były filmy, muzyka - ogółem wszystko - co dotyczyło śmierci, bólu, weltschmerzu. Potem pojawiły się wyraźne myśli samobójcze i przekonywanie samej siebie, że nikomu jestem niepotrzebna, nic nie wiem, nic nie umiem, jestem brzydka oraz niekochana. Zanim przeszłam do grande finale, tj. zakończenia swojego życia był etap okaleczeń. Każde niepowodzenie w szkole, krzywe spojrzenia ludzi, kąśliwe uwagi, wyzwiska, dosłownie WSZYSTKO sprawiało, że ból, który się we mnie kumulował stawał się nie do wytrzymania i nie potrafiłam się go pozbyć ze swojej duszy. Wtedy przyszedł czas na okaleczanie się, gdyż jedynie widok własnej krwi mnie uspokajał, koił moją duszę i sprawiał, że zasypiałam jak dziecko.


Ostatnia droga

W finalnej fazie pojawiły się próby samobójcze. Przestało wystarczać mi okaleczanie samej siebie bo ból, który miałam, zamiast całkowicie znikać, ukrywał się gdzieś pod skórą i w momentach zapalnych atakował ze wzmożoną siłą, dosłownie mnie paraliżując do życia: jedzenia, spania, myślenia.
Prób w swoim życiu miałam kilka, od 13 roku życia do lat 18 było ich 3, każdy w istotnym momencie mojego życia. Cały proces, który opisuję pojawiał się i wyciszał falowo - na zasadzie przypływu i odpływu, tj. od myślenia po działanie i tak w kółko... 
W swoim życiu mam za sobą próbę wieszania, przedawkowania leków wraz z podcięciem żył.
Ostatnia próba była podyktowana ogromną dawką emocjonalnej beznadziei, którą zgotował mi los: ciągnące się konsekwencje sytuacji rodzinnej, kiedy miałam 13 lat, umierający na moich oczach ukochany Dziadek i facet, którego kochałam od pierwszego wejrzenia (starszy ode mnie o 19 lat), a który okazał się czyjąś kopią z przeszłości. Pomimo, że nie było między nami nic to rozkochał mnie w sobie i potraktował jak ścierę do podłogi, w imię czego? Nienawiści do kobiet, właściwie do jednej - również dużo młodszej od niego, która go zostawiła na krótko przed ślubem i od tamtego czasu koleś mścił się na kobietach... Dodatkowo moje własne lęki, demony, słowa które słyszałam będąc dzieckiem od jednego z moich rodziców: ,,jesteś głupia, gruba i brzydka, nic w życiu nie osiągniesz, nikt Ciebie nie będzie chciał". Te hasła są głęboko zakodowane w mojej głowie i są motywami wywoławczymi zawsze, kiedy coś się złego w moim życiu dzieje. Tak było wtedy, na rok przez maturą (Liceum Plastyczne trwa 4 lata). Moja Mama była w szpitalu u Dziadka, mnie już tak bolał jego widok, że nie byłam w stanie do niego przychodzić (ostatnia wizyta poskutkowała moim zasłabnięciem), więc w natłoku problemów rodzinnych, finansowych, osobistych postanowiłam ze sobą skończyć, podcięłam sobie żyły... Jak się domyślacie, odratowała mnie moja Mama i to właśnie jej widok wtedy, ciche łkanie nade mną sprawiło, że nigdy więcej nie odważyłam się ponowić tego kroku. Czemu? Z miłości do niej. Chociaż wcześniej nie było to dla mnie takie oczywiste!


Finał

W tym roku, 19 października skończę 28 lat. Od ponad 2 lat jestem wolnym człowiekiem, chociaż zdarzają się momenty z dołkiem w tle (przez ludzi, na których mi zależy, sytuacje na które nie mam wpływu). Przez to wszystko, co przeszłam w życiu czuję się staro, dojrzale, lekko znudzona i zmęczona światem. Jedno się nie zmieniło: zawsze byłam głodna miłości bo sama mam gigantyczne jej pokłady w sobie. Chociaż moi rodzice nie dali mi tyle miłości, ile potrzebowałam to miałam od tego Dziadków, którzy mnie wychowywali, uczyli. Wszystko, czego doświadczyłam w życiu sprawiło, iż jestem hermetycznie zamknięta w sobie, nie ufna do ludzi i kocham ale nie umiem za cholerę o tym mówić ani tego wyrazić. Dlaczego? Ze strachu, że znowu ktoś mnie porani i depresja z próbami samobójczymi wrócą a cały czas z tym walczę, żeby tak się nie stało.


Drogi czytelniku, jeżeli jest Ci źle, planujesz samobójstwo to wiedz, że w internecie ,,żyje" sobie taki Pat, który czeka aż klikniesz i napiszesz o tym, co Ciebie boli. Na górze strony jest ikonka do mojego Fan Pejdża, Możesz napisać też prywatnie bo zawsze warto rozmawiać o bólu, który nas wypala, tylko trzeba znaleźć powiernika swojego cierpienia, ja znalazłam i powstałam jak Feniks z popiołu.
Wierzę w to głęboko, że nikt nas tak nie zrozumie jak niedoszły samobójca, więc wyciągam do Ciebie pomocną dłoń i chcę słuchać :)


Pamiętajcie! Wasz ból nie musi należeć tylko do Was, powiedzcie STOP DEPRESJI I SAMOBÓJSTWU!!! Podzielcie się ze swoim cierpieniem również tutaj:


116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej
patrycja sprada

patrycja sprada

15 komentarzy:

  1. Świetnie, że odważyłaś się o tym napisać. Z pewnością wielu młodym ludziom da to do myślenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że doceniasz :) Łatwe to nie było, wierzę że komuś to pomoże... Akcja na blogach świetna, więc nie mogłam nie wziąć w niej udziału!

      Usuń
  2. Mam nadzieję, ze pomoże to wielu ludziom, którzy sie wahają. Każde życie ludzkie jest cenne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Żyj dziewczyno i nigdy więcej się nie poddawaj. Cieszę się, że umiesz teraz tak otwarcie o tym opowiadać.

    beneaththeblanket.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiem bo poradziłam sobie dzięki mojemu Mężowi z bólem, który zalegał we mnie latami :) Trzeba mówić bo może ktoś jest w podobnej sytuacji, co ja kiedyś i może to komuś pomoże, coś uświadomi...

      Usuń
  4. Najgorsze jest to, ze co raz wiecej ludzi ma mysli samobojcze :( sama slysze to czasami od znajomych.. az serce peka :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, coraz więcej będzie przypadków okaleczeń i samobójstw. Dlaczego? Sytuacja z pracą jest ciężka: rodzice tyrają, żeby dać dziecku wszystko a to z kolei nie zawsze dostanie czas i zrozumienie. Z dorosłymi też problem pracy ale z kolei na zasadzie przeżycia / godnego życia. Jakby nie patrzeć, wiele spraw sprowadza się do problemów finansowych ale też braku zainteresowania otoczenia, braku miłości itd. Temat rzeka :)

      Usuń
  5. Ja z kolei nigdy nie odważyłabym się tego zrobić....niestety takie myśli u mnie były ale to w tzw. okresie buntu w wieku 14-16 lat, na szczęście narzeczony wyciągnął mnie z tzw 'patologii' . Moim zdaniem ogromny wpływ na takie rzeczy ma sytuacja w domu, u mnie była ona straszna, do tego doszły kłopoty w szkole, złe towarzystwo i wszystko się skumulowało. Cieszę się, że u Ciebie wszystko dobrze się skończyło...A powiem Ci, że w życiu bym nie pomyślała, że taka osoba jak Ty...bo wydajesz mi się być mega silną kobietą, mogłaby chcieć coś takiego zrobić.
    Najgorsze jest skrywanie wszystkiego w sobie, dlatego ja zawsze lubię się wygadać, czy to siostrze czy szwagierce... :) polecam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, teraz jestem silna właśnie przez to, co w życiu przeszłam :) Kiedyś byłam taką romantyczną mimozą a ludzie traktowali mnie jak worek treningowy. Dzisiaj jestem inna i masz rację - warto z kimś pogadać, dlatego rozmawiam ;)

      Usuń
  6. [...] Wtedy przyszedł czas na okaleczanie się, gdyż jedynie widok własnej krwi mnie uspokajał, koił moją duszę i sprawiał, że zasypiałam jak dziecko ... [...]
    Popłakałam się czytając Twój post :( Nie sądziłam, że mamy tak wiele wspólnego. Trzymaj się ciepło i żyj pełnią życia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam się w jednym kawałku i staram się szukać radości wszędzie wokół mnie, może nie jest to super proste ale przynajmniej wiem jak walczyć sama ze sobą oraz z nieprzychylnym losem :) Pozdrawiam ciepło <3 :*

      Usuń
  7. Pati, ukłony niskie za ten post.

    Moja historia nie jest tak dramatyczna jak Twoja, chociaż myśli samobójcze nachodziły mnie odkąd skończyłam 13 lat, bo zawsze czułam się wyobcowana i inna. Spróbowałam raz, prawie półtora roku temu, załamana sytuacją, która zaistniała w moim małżeństwie. Niektórzy wiedzą, że chciałam, ale nikt nie wie, że poszłam krok dalej, tylko nie wyszło, mój organizm okazał się mądrzejszy ode mnie. Teraz biorę leki, które mają mi pomóc przetrwać życiowe rewolucje, ale i tak nie zawsze jest różowo i wiem, jak uspokaja widok krwi. Ale staram się, każdego dnia staram się iść do przodu.

    Apeluję do wszystkich, którzy są w trudnej sytuacji: to nie wstyd przyznać, że z czymś sobie nie radzicie, coś was przerasta, przeraża. To nie wstyd poprosić o pomoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję Tobie za odpowiedź tutaj :) Nie jest łatwo przyznać się do bólu, do depresji, prób samobójczych, do tego że nie byłaś szczęśliwa jako dziecko czy w związku. Wracając myślami do przeszłości, robię to tylko po to, żeby komuś pomóc oraz wyciągnąć pozytywne wnioski na przyszłość, wychodzi mi to z pozytywnym skutkiem, z czego niezmiernie się cieszę :) Cała akcja z blogami niezwykle mi przypadła do gustu i nie mogłam przejść obok niej obojętnie, kiedy sama byłam udręczona tak, że śmierć wydawała się jedynym wybawieniem... Warto i trzeba mówić o tym, co nas boli, bez względu na reakcję krytyczną otoczenia. Zawsze znajdzie się osoba, która wysłucha i pomoże :) Pozdrawiam Ciebie serdecznie :* <3

      Usuń
  8. za sobą mam 4 próby samobójcze... dzięki mężowi zaczęłam sie podnosić z dołka, potem pomagał mi syn. Myśli odeszły ale CHAD zostało ze mną na zawsze.
    Myślę że dobrze że napisałaś ten post.
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.